so when it comes, you invite it in. because you need it.
W ciągu naszego życia poznajemy wiele melodii, piosenek. Jedne nas wzruszają, drugie irytują, jedne zapadają w pamięci, inne zaś wlatują jednym, a wylatują drugim uchem.
Jednak czy możliwe jest spotkanie takiej piosenki, która mogłaby odmienić życie człowieka?
Myślicie, że nie?
Nawet nie wiecie, jak bardzo się mylicie.
Był koniec grudnia, święta. Jak zwykle z umiarkowanym entuzjazmem oczekiwałam Wigilii. Nigdy bym nie pomyślała, że te święta mogą odmienić moje życie. A zmiany były dla mnie czymś niezwykle rzadkim.
Wtedy usłyszałam tę piosenkę. Decode. A na drugi dzień z wypiekami na twarzy zabrałam się za czytanie całej sagi, kompletnie nic o niej nie wiedząc, za to będąc zachwyconą piosenką promującą film, która w moim mniemaniu po prostu do niego musiała pasować, mimo, iż filmu nie widziałam.
Tę fascynację, tę radość jaką wtedy odczuwałam... nie da się tego opisać słowami. To trzeba po prostu przeżyć.
Dzień, w którym zaczęłam czytać sagę był przepiękny - prószył śnieg i mróz tak rozkosznie szczypał w policzki. Na chwilę wyszłam się przejść. Pamiętam, że nie mogąc się powstrzymać, uśmiechałam się do każdej napotkanej osoby. To było dla mnie coś całkowicie nowego.
Te święta były najlepszymi, jakie kiedykolwiek przeżyłam.
Reszta zimy wyglądała podobnie - fascynacja pomieszana z nieziemskim uczuciem szczęścia. Dodatkowy nadmiar szczęścia spowodowany był bliższym poznawaniem osób, które dotąd trzymałam na dystans.
Pomyślcie, że taki stan ducha trwa u mnie do dziś - jestem po prostu szczęśliwa. I zyskałam wspaniałych przyjaciół, których bardzo kocham.
Niedługo minie rok. Rok od czasu mojej wewnętrznej przemiany, o której zapewne nie wie nikt, za to którą ja doskonale odczuwam aż do dziś. Przemiany na lepsze.
Gdyby nie ta piosenka... nic nie byłoby takie jak dzisiaj. Pewnie dalej byłabym pesymistką, nie potrafiącą się cieszyć z najmniejszych, na pozór nic nie wnoszących drobiazgów.
Piosenka, która potrafi zmienić człowieka istnieje. Każdy ją odnajdzie, jedni prędzej, inni zaś później. I nie trzeba jej nawet szukać - sama was odnajdzie. Jakkolwiek absurdalnie to nie zabrzmi.
I kiedy już ją spotkacie, rozkoszujcie się tym stanem, do którego was doprowadziła. Bo to uczucie jest czymś naprawdę niezapomnianym.
Ja rozkoszuję się tym stanem aż do dziś. Żyję w swoim przecudownym światku i nie chcę z niego wychodzić, bo to sprawiłoby mi ogromny ból. A nie jestem masochistką.
W moim sercu ta piosenka pozostanie już na zawsze. Nawet teraz jej słuchając mam łzy w oczach. Bo przypomina mi się to wszystko, co napisałam wyżej.
Życzę każdemu, by znalazł "swoją melodię". Taką, która zmieniłaby jego życie na lepsze. Na zawsze. Bo każdy z nas zasługuje na szczęście. A to szczęście potrafi być tak blisko...
Nastrój:
![]()
wewnętrzna radość?
tagi:
...
piątek, 4.kwietnia.2008, 20:20
nie ma.
i nie będzie...
...przynajmniej przez jakiś czas.
nie czuję się na siłach, by napisać jakąś sensowną notkę.
ba, nie czuję sie na siłach, by w ogóle prowadzić tego majloga.
soł.
może za parę miesięcy/ewentualnie lat [bije ci?] uda mi się coś tu skrobnąć.
astalawista bejbe!
Nastrój:
tagi:
siedem.
sobota, 9.lutego.2008, 20:20
Siedem części.
Siedem lat odkąd dostałam pierwszą część.
Odkąd tyle się zmieniło w moim życiu.
Ale jednak zafascynowanie nimi pozostało.
Te siedem części, z którymi się utożsamiałam.
Przy których płakałam.
Przy których się śmiałam.
Przy których się złościłam.
Teraz, spoglądając na nie, ogarnia mnie dojmujący żal.
Wyczekiwania na kolejny tom.
Rozmyślania na temat tego, co się w nich stanie.
Tego już nie będzie.
Nie mogę na nie patrzeć.
Przynajmniej - na razie.
Czuję nieprzyjemny ucisk w gardle.
I pomyśleć, że dopiero teraz poczułam, jak będzie mi kolejnych części brakować.
Dopiero teraz...
....przepraszam, idę po chusteczkę.
Gdzie skarb wasz, tam i serce wasze.
Nastrój:
tagi:
bzdety.
wtorek, 15.stycznia.2008, 12:38
Tia.
Ferie.
Tylko coś czuję, że te ferie nie będą takie, jak wcześniej.
Bo kiedy pomyślę o poprzednich, to momentalnie staje mi przed oczami Jadźka.
I Justyś też.
ON czający się za drzwiami,
słup soli po raz pierwszy,
topienie w basenie Justyny [chociaż ją wystarczyło palcem trącnąć, a już się topiła],
kibicowanie na trybunach i całkowicie, ekhm, przypadkowe wylanie coli,
włóczenie się po Tesco ["Gdzie ty do kondomów lecisz?!"],
nawet moje wywalenie się na boisku przed trójką, które wtedy nie przypominało boiska, tylko lodowisko. ["I co się szczerzysz, mój tyłek, ała."]
Jak miło to się teraz wspomina!
Żałuję, że teraz tak nie będzie.
Oj, bardzo.
Nastrój:
tagi:
Khm.
wtorek, 1.stycznia.2008, 16:11
Tak.
Szablon.
Nju szablon.
ZAWSZE jak robię szablon, to nie wychodzi on taki, jaki chciałabym, żeby był.
Hmh.
Sylwester miała taki, o, dupny.
I Kevin za niedługo, łiiiii!
A w czerwcu bodajże, miną trzy lata, od założenia TEGO badziewia.
O tak.
Trzy.
I urodziny jedenastego.
Ostatni dzień przed feriami.
Tia.
Nastrój:
tagi:
Tia.
poniedziałek, 24.grudnia.2007, 11:35
Tak, tak.
Zaniedbałam trochę.
To i owo zaniedbałam.
Jest Wigilia.
Tak.
Jako dobra córka powinnam teraz pomagać mamie uśmiercać karpia, ale jako, że dobrą córką nie jestem [co mama jest łaskawa mi wypominać dosyć często], więc tego nie robię.
Pomińmy fakt, że karp zawitał w naszych progach już martwy.
Ale jego wzrok jest taki... żywy.
I znowu poględzić muszę, że stary szablon, że brzydki szablon...
Nie umiem robić szablonów, no wybaczcie.
*Aniu, chodź, pierogi robimy!*
Z przykrością informujemy, iż pani A. w Wigilię 2007 r. parę minut po wpół do dwunastej, zmarła śmiercią tragiczną, poprzez uduszenie. Za sprawcę tej ohydnej zbrodni oskarża się dwulitrową multiwitaminę Gardena. Grozi jej do siedmiu lat więzienia.
Nastrój:
tagi:
Łiiiii!
niedziela, 11.listopada.2007, 16:53
Och, jak na dworze cudownie!
Właśnie wróciłam z przechadzki z Gugu i Józkiem.
Śniegu jest tyle, że hoho!
Łiiiiiiii.
I wielki napis na boisku przed naszą byłą szkołą "Kochamy was".
Mam zdrętwiałe stopy.
I ręce.
I włosy mokrutkie. [naczy się dopiero teraz mokrutkie, bo wcześniej były zamarznięte, że po uniesieniu były takie proste. hmh.]
I pizzą się obżarłam, i się ze śmiechu posikałam, i ze szczęścia również.
Jak ja uwielbiam śnieg!
Od razu się śmieję, jak go widzę.
I niezła sesyjka aparatem wyszła.
A pana, który ostatnio jest sławny w mojej wiosce z zabijania niewinnych ludzi poprzez wycięcie wnętrzności nie widziałyśmy.
...bardzo możliwe, że owy pan jest wymysłem ludzi.
Oj bardzo możliwe.
Suszyć włosy powinnam, ale niecemisie.
Kakao miałam sobie zrobić...
I zrobię, a jak.
Taka jestm uchachana, o.
Nastrój:
tagi:
Tyłek.
piątek, 26.października.2007, 19:53
A żeby nie został zablokowany.
PeEs.
Zapomniałam hasła i spanikowałam.
Wszystkie hasła próbowałam po kolei i oto jestem.
Nastrój:
tagi:
Mój Boże.
To-to aż zarosło się kurzem, z czego jestem niezbyt zadowolona.
I dlategoż to zamierzam to zmienić.
Tak, ja. Mija, blondynka lat...
A nieważne ile lat.
[ale Wojtek lat dwanaście jest trędi!]
A czy to nie są dane typowego zboczeńca?
[owszem.]
To ja dziękuję.
Dzisiaj zamierzam pogdybać tutaj na temat polskiej młodzieży.
Jedna dziewoja z polskiej młodzieży ma zamiar wyrażać o niej opinię.
Dziwne, prawda?
No ale.
Doszłam do wniosku, iż polska młodzież pod dowództwem pana Gie [chociaż już nie. Nie ma pana Gie, ha!] jest...
... straszna.
[zarzuć przykładem.]
Chcesz przykładu?
A proszę Cię bardzo.
Wyjście z/do szatni.
Moim pierwszym wyobrażeniem była dżungla.
Walka o przetrwanie.
Najsłabsi zostają pożerani przez te większe bestie.
I okrzyki ludowe, zarzucone slangiem typu "Nie ryj się, ku*wa.
Acha, czyli jeśli przeklnę to będę na topie?
Dobrze więc.
Ku*wa pie*dolona mać, s*ka, z*zira, szmata, popie*rzona idiotka.
I co, jestem trędi?
Ach, ZAPOMNIAŁAM!
Najważniejsze!
kUrFfA PiErDdOlOnA mAcI sÓkA zDcIrA sZmAtA PoPiEpSzOnA IdJoTkA.
Bez tego się nie obejdzie.
Musi być trawiasta czcionka.
Czy mogę być już uznana za trędi?
No nareszcie.
Podsumowując:
Polska młodzież przeważa w sŁIt PaNjUsIe, piszące trawiastą czcionką, z sześcioma błędami na jedno zdanie. To na prawdę jest straszne.
Ejmen.
Nastrój:
tagi:
Acha.
sobota, 1.września.2007, 14:56
Tak.
Z największą przykrością śmiem twierdzić, iż owy film do wybitnych nie należy.
A może tak twierdzę, przez Gugu?
[a nuż ten śmiech najlepsze kwestie zagłuszył?]
Możliwe.
Dwa dni.
O tak, dwa dni.
Kocham wszystkich.
I Lac, za jej potteromanię,
I Chemcię, za jej gerardomanię,
I Chańkę, za to, że jeszcze ze mną wytrzymuje.
Dziękuję bardzo.
Nastrój:
tagi:
Ano.
czwartek, 23.sierpnia.2007, 22:30
Tak.
Niestety, powróciła.
*gwizdy i buczenia na sali*
"I znowu zacznie filozofować bez sensu!"
krzyczy jakiś starszy pan.
A nie.
Nie dam wam tej satysfakcji.
Przyszłam jedynie poinformować, że wróciłam.
I już zmykam.
*wiwaty. Owy pan wstaje i wznosi ręce w geście zadowolenia*
Nastrój:
tagi:
Wyjechała.
A raczej wyjeżdża - za parę minut.
Cieszta się i radujta!
*ogólna radość na sali*.
O!
Nastrój:
tagi:
Nie wiem, od czego zacząć.
Potrzebuję czasu, aby uporządkować myśli.
Naprawdę potrzebuję.
Na Anny, zimne są wieczory i ranki
Zimne, zimne.
A przecież lipiec jest.
Muszę dokonać pewnych zmian.
I tu, i gdzie indziej.
Amen.
Nastrój:
tagi:
Nigdy się nie zakocham.
[a dlaczego?]
Bo nie potrafię kochać.
[jak to?]
Na odległość, owszem - poszczególne osoby darzę tak.
Gorzej kiedy są blisko.
Kiedy niecałe trzy lata temu babcia była nie potrafiłam tego okazać.
A teraz pozostał tylko żal.
Żal do samej siebie.
I wiesz co?
Życie jest potwornie pogmatwane.
I dziwne.
[pesymistka zawsze tak spostrzega świat, wiesz?]
No to ja widocznie jestem pesymistką.
Pesymistką, która raz jest szczęśliwa, a raz zła.
[na moje oko, to objawy depresji się kłaniają]
A czy podczas depresji człowiek jest szczęśliwy?
[widocznie ta depresja już pomału przechodzi]
Nie miałam depresji, bo poczułabym to! Co ty bredzisz!
[no to widocznie jesteś żywym dowodem na to, że "kobieta zmienną jest"]
To dobrze?
[myślę, że dobrze. To przecież normalne]
Nastrój:
tagi:
Dzisiaj coś sobie rano obiecałam.
Że nie zrobię tego.
Kłamałam.
Gdy pani Pe, po przemowie, ze łzami w oczach szepnęła "przepraszam",
stało się.
Mija się popłakała.
Płacząc i przytulając się na przemian z pewnymi paniami.
Przetrwałam i nie umarłam na miejscu.
Dziewczyny, z wymiętoszonymi chusteczkami.
Może i wzbudzały sensację.
Bo szły ostatni raz tym korytarzem w stronę wyjścia.
I się ponownie wzruszyły.
Wśród nich Mija.
Próbuję się cieszyć - nie potrafię.
Wciąż mam przed oczami te płaczące osoby.
Z którymi ostatni raz byliśmy dziś jako klasa.
A w środę ognisko.
Już nie jako klasa.
Tylko jako przyjaciele.
Może i bliscy, może i dalsi - przyjaciele z siedmiu lat.
Dziś wiem - życie cudem jest.
Co chcę, mogę z niego mieć.
Jak dźwięk słyszę jego głos.
Co dzień pragnę więcej.
Nastrój:
tagi: